W latach sześćdziesiątych w Polsce został wprowadzony “znak jakości najwyższej klasy krajowej” potocznie zwany “znakiem pierwszej jakości”. Był to odzew gospodarki PRL’u na normy stosowane przez japończyków oraz próba pokazania, że jesteśmy częścią normalnego świata. Prof. dr hab. Andrzej Stępniak pisze, że zawsze dziwiło go, że żaden z zachodnich produktów, z którymi miał przyjemność obcować nie posiadał tego zaszczytnego odznaczenia. Znak jakości nadawany był produktom takim jak: poduszka elektryczna, wołowina mielona z kaszą, dezodorant Consul, nawet mydło jacek i agatka było naznaczone. W latach późniejszych pojawił się symbol jakości Q, który miał oznaczać “jakość bardziej pierwszą”.
Moje pierwsze spotkanie, które pamiętam, ze “znakiem pierwszej jakości” odbyło się za pomocą kuchenki Wrozamet Ewa. Na wysokości oczu miałem (od lewej) - Ewa, czarne kółko, czarne kółko, czarne kółko, czarne kółko, czerwone kółko, 1 (patrz zdjęcie poniżej). Kuchenka ta była podstawą mojej edukacji. Uczyłem się z niej czytać, liczyć i rozpoznawać kolory.
Znak pierwszej jakości miał za zadanie uświadomienie konsumentowi obcowanie z czymś “super”. Jedynka wpisana w trójkąt z zaokrąglonymi rogami, nawiązywała do symbolu jakim posługuje się Superman. Była Asem z Hydrozagadki pod postacią sprzętu codziennego użytku.

PanTuNieStal przygotował kurteczkę na wiosenne słoneczne dni:

oraz tradycyjnie tapeta (rozmieść sąsiadująco)






1.
March 30th, 2007 at 02:09
o.ja ostatnie w lumpie znalazłam jakies podwiązki stare z taką metką ^^
2.
March 30th, 2007 at 07:30
Ahhh te czasy gdy i wmym domu gościła EWA i jej jedynka ! Pamiętam jak dziś jej brąz i białe rysunki, które z czasem zamieniły się w brudno żółte. I te palniki które z czasem zamieniały się w pył. Nie powiem jakość przednia 30 lat wytrzymała. A potem ją zastąpiono jakąś Amicą ehhh…
W moim modelu dodatkowo był taki pstryczek alektrycznej produkcji naszych braci ze wschodu co to miał jakieś światło zapalać =( niestety nigdy nie widziałem go w akcji bo co go pstrykałem to nic się nie działo.
Może w waszym modelu drodzy kierownicy było takowe światło i działało ?
3.
March 30th, 2007 at 13:54
hehehe, ja tez mialam Ewe, i tez byl pstryczek od swiatla, ktory nie dzialal. A moja mama szalu dostawala, bo ja caly czas pytalam dlaczego nie ma swiatelka:)
4.
March 30th, 2007 at 19:04
a ja mam ewę
tutaj w moim mieszkanku łodzi nawet
grzeje jak ta lala
5.
March 30th, 2007 at 20:46
Moja Ewa świeciła. Lecz żaróweczka mizerna była strasznie. Około 10 Wat więc nie oświetlała prawie wcale pieczonego ciasta. Mnie również w dzieciństwie fascynował termometr, on był taki “zawieszony w powietrzu”, to było bardzo magiczne.
6.
March 30th, 2007 at 20:48
Widzę, że jest zapotrzebowanie na gadżety Wrozamet Ewa. Może koszulki, przypinki? Co sądzicie?
7.
April 2nd, 2007 at 07:55
Tak ! Tak ! Tak =) Wrozamet Rulez =)
8.
November 4th, 2007 at 21:37
..o tak, EWA niczym niestrudzony piekarz nadal przemienia płynne ciasto w smaczne “gąbczaste” twory
Magiczne światełko niestety odkąd pamiętam nie świeciło, no i “lewitujący” termometr budził niedającą się opisać ciekawość. Do smaku dodam lodówkę “MIŃSK 10″ (cyrylicą pisane) - podobno starsza odemnie (prawie 30 lat) a chłodzi o niebo lepiej i bezawaryjniej niż współczesne amiki i łirpule.
9.
December 29th, 2007 at 11:47
No i był jeszcze jeden znak jakości z tamtych czasów- znak “Q”. To był znak najwyższej jakości. Przyznany on został przez nasze społeczeństwo radzieckiej agencji informacyjnej TAS, której nazwa ze znakiem jakości brzmiała odtąd: “QTAS”.
pozdrowienia z PRL-u…uuuuuuuu … uuu … ufffff !!!
10.
February 5th, 2008 at 20:59
aż łezka się w oku kręci
Matko Polko! u mnie też światełko nie działało, chyba nigdy…i schowek pod piekarnikiem był…ehh