Gdy patrzymy na opakowania słodyczy z lat 60. bliżej im do przedwojennych, niż do tych, które kuszą nas dzis zeswsząd. Tu nie wkradł się żaden socrealizm, tak jak do etykiet zapałczanych czy plakatu. Czekolada była, jest i będzie słodkim przysmakiem. Dlatego opakowanie tego częstoktoć deficytowego w PRL towaru operuje wciaż przedwojenną dobrą szkołą, porządnym designem art deco (przede wszystkim Kostka Kawowa, Bałtyk, następnie creme, mleczna, danusia, prince polo itp). Przyczyna jest prosta. Obok tradycji marki, nie ewoluują tak jak w normalnym konsumpcyjnym społeczeństwie raz porządnie nakreślone przed wojną wzory.





Wprowadzany jest też nieco świeższy design (maraska, fructo), od dobrych paru lat mocno eksploatowany w naszej kulturze klubowej. Znane zaś prace grupy Twożywo (np. Platon) zainspirowane zostały pokazywanymi przez nas opakowaniami (Baton Warszawski).



Pojawiają sie też próby użycia fotografii do projektu opakowań (mocca, orzechowa), ale wyraźnie możliwości poligrafii stają temu na przeszkodzie.


E. Wedel jest jak zawsze mercedesem wśród polskich czekolad, marką eksportowa. Co ciekawe, logo zakładu przemianowanego po wojnie na “22 Lipca” składa sie z ogromnego przedwojennego napisu “dawniej E. Wedel” i drobnym drukiem “22 lipca”. Wedlowska “Jedyna” w wersji granatowej niczym się nie różni od ekskluzywnego współczesnego nam Lindta. Kremowo - czerwona zaś jest jedyną (!) spośród pokazanych czekolad, która dotrwała do naszych czasów. Współczesna nam w dużym stopniu nawiązuje do swojego pierwowzoru. Nie można tego powiedzieć na przykład o współczesnym wafelku Prince Polo który w obecnej wersji nie ma poza nazwą nic wspólnego ani z tym z lat 60, jak i z lat 80





Wiele opakowań, które pokazujemy wykonano z dosć podłego papieru. Farba wsiąka wówczas w chropowatą powierzchnię i opakowanie staje się “wyliniałe”, zatraca soczystość barwy. Tak stało się z opakowaniem “Dessert Pomarańczowy”. Poniższe to już porządny papier kredowy! O ile weselszy.

W pokazanych opakowaniach nie ma miejsca na komputerowe efekty, jakimi karmieni jesteśmy dziś. Nie ma tu gradientów, rozmyć, bogatych outline’ów, fotomontaży. Są to opakowania zaprojektowane bardzo abstrakcyjnie. Nie operują nachalną dosłownością. Rzadko kiedy pokazują sam produkt. Na żadnym nie ma ludzkiej twarzy, dłoni czy postaci. Głównym narzędziem jest liternictwo.



Wiele z pokazanych tu opakowań budzi szacunek i podziw swoją prostotą i pięknem. Widać, ze projektowali je ludzie dobrze wykształceni plastycznie. Nie były im przeszkodą ręczny skład i wymykające się spod kontroli odcienie farby. Dobre projekty, nawet te gorzej albo i fatalnie wydrukowane mają klasę, której brak współczesnym opakowaniom zadrukowanym najlepszą nawet maszyną flekso.
Spójrzmy jeszcze raz na te opakowania. Czy czegoś na nich wszystkich jeszcze nie brakuje? W składzie nie ma na przykład środków konserwujących. Żadnego E. Były zatajane? Nie ma też na opakowaniach stałego już elementu produktu, do którego tak się przyzwyczailiśmy - kodu kreskowego.
smaczengo!
Jacek Chmielewski
Niektóre opakowania dostępne będą na moich aukcjach, na które zapraszam: http://allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=216655
Więcej opakowań możecie zobaczyć na naszej stronie w PicasaWeb










Na półgolfie rozpoznaliśmy artystów: (od góry) 